Express-Miejski.pl

Danuta Wojtaczka

Danuta Wojtaczka fot.: Beata Klita

Zobacz wszystkie zdjęcia w galerii

Danuta Wojtaczka od dwóch kadencji sprawuje funkcję Radnej Rady Miejskiej. Cały czas reprezentuje klub PSL. 

E-M: Pytanie podstawowe, którą kadencję sprawuje pani funkcję radnej?

Danuta Wojtaczka: Drugą. Startowałam z listy PSL, którego jestem członkiem.

E-M: W jakich komisjach Pani zasiada?

D.W: W Komisji Rewizyjnej jako przewodnicząca, w Komisji Gospodarczej jako członek, w Komisji Rolnej jako członek.

E-M: Która komisja jest najbliższa Pani sercu?

D.W: We wszystkich dobrze się czuję, natomiast najwięcej informacji uzyskuję w Komisji Gospodarczej jak i rolnej. Są to komisje, na których  wiem o czym się mówi, znam te problemy jako jedna z nielicznych, czuję to na własnym grzbiecie, ponieważ z mężem prowadzimy własne gosp. rolne. Natomiast komisja, której przewodniczę, jest  trudną komisją. Dużo się w niej dzieje i dużo od niej wymaga, natomiast wszystkie działania muszą być poprzedzone wnioskami członków komisji. Z wnioskami jest gorzej, natomiast z ocenami … Wymagają je ode mnie. Ja natomiast jako przewodnicząca komisji rewizyjnej uważam, że powinnam kierować komisją, panować nad porządkiem obrad, pilnować, żeby nie zlekceważyć żadnych nieścisłości, które czasami pojawiają się w trakcie pracy komisji  jak i  konsekwentnie doprowadzać sprawy do końca. Nigdy nie boję się pracy i staram się wykonywać ją jak najlepiej. Przede wszystkim należę do osób lojalnych i nie mam sentymentów. 

E-M: Co jest Pani największą zasługą, osiągnięciem w pracy radnej? Czy może się Pani pochwalić czymś konkretnym?

D.W: O tym, że jestem osobą potrafiącą rozmawiać i dochodzić do celu świadczy fakt, że jestem w koalicji rządzącej już przez drugą kadencję. Nie jestem opozycjonistką. Należę do ludzi, którzy wolą się dogadać , chcą się dogadać  i chcą, żeby pracować dla dobra ludzi. Uważam, że moja pozycja, jeżeli nadal będę radną to zawsze będę w koalicji tej, która chce coś zrobić dobrego dla miasta i mieszkańców. Bo po to jesteśmy powołani. Wszyscy wiedzą, że nie wygrałam wyborów większością głosów, ale weszłam z listy po ustąpieniu Pana Marcinkowa, ale staram się, żeby mój klub należał do klubu, który jest w koalicji rządzącej ,bo tylko w ten sposób można mieć udział w tym co chcemy zrobić dla naszych mieszkańców  oraz z pewnością wtedy można przypisać sobie pozytywny efekt końcowy. Uważam ,że w tej kadencji udało się trochę zrobić, ale jest  jeszcze wiele do zrobienia. 

E-M:  A porażka? Spotkała Panią jakaś porażka lub sprawa, która z jakiś powodów nie doczekała się finału?

D.W: Porażka to może to, że jestem zbyt ufna i ufałam ludziom, że mamy wspólne cele, a okazało się, że nie do końca te cele są wspólne. Zawiodłam się na wielu ludziach i to uważam za porażkę.  Dlatego teraz podchodzę z ostrożnością i respektem do ludzi i spraw.

E-M; Gdyby miała Pani szansę zacząć od początku, jeszcze raz, to co by Pani zmieniła?

D.W: Przede wszystkim podchodziłabym do spraw z większym dystansem i z ograniczonym zaufaniem, ponieważ wiem, że niektórzy nie zasługują na zaufanie. 

E-M: Jak wygląda Pani życie poza radą?

D.W: O, poza radą to przede wszystkim rodzina. Jest dla mnie najważniejsza. Mam dla niej bardzo mało czasu, ale staram się wykorzystać ten czas najlepiej jak potrafię. Poświęcam się maksymalnie domowi, dla dzieci jestem na każde zawołanie, natomiast jest to czas ograniczony. Moim hobby jest Koło Gospodyń Wiejskich, gdzie aktywnie się udzielam i sprawia mi to ogromną przyjemność i radość. Jestem osobą, która lubi bywać na galach, uwielbiam poznawać nowych ludzi, spotykać się ze znajomymi . Nigdy nie mam czasu wolnego, bo zawsze go zagospodaruję. Jeszcze mam takie jedno hobby, pomimo obowiązków, mam działkę, którą ostatnio zaniedbuję, ale owoce, warzywa i weki mam z własnego ogródka. 

E-M: Czy jest Pani spełniona zawodowo? Czy to, co robi Pani zawodowo sprawia również satysfakcję, jest tym co Pani kocha?

D.W: Tak, mój zawód i moja praca zawodowa jest dla mnie tak ważna, jak moja rodzina. I nie boję się tego powiedzieć. Mój zawód umożliwia mi kontakt z ludźmi i mogę im pomagać, a jest to dla mnie bardzo ważne, ponieważ  jestem osobą, która nie szczędzi czasu ani środków i możliwości, aby móc pomóc innym. 

E-M: Jakieś miłe zdarzenie, bądź nie miłe, związane z pracą, które utkwiło Pani w pamięci i do którego Pani wraca w myślach?

D.W: Zawsze jest mi miło, jeśli uda mi się komuś pomóc, wyprowadzić z trudnej sytuacji, rozpoznać jakiś przypadek, który na pierwszy rzut oka był beznadziejny, a mi udało się znaleźć rozwiązanie. Miałam takich przypadków wiele. Jeden utkwił mi w pamięci. Zarówno pozytywnie jak i negatywnie. Pomogłam komuś nie tylko zawodowo, ale również zaangażowałam się prywatnie. Niestety efekt końcowy mnie rozczarował, ponieważ nawet nie usłyszałam słowa dziękuję. A co gorsza osoba powróciła do poprzedniego stylu życia. Mój trud nie przyniósł efektu. Dwudziesto siedmio letnia kariera zawodowa i doświadczenie nie uchroniło mnie przed porażką związaną z tą konkretną osobą. 

E-M: Czy porażka Panią motywuje czy zniechęca?

D.W: Zniechęca mnie na bardzo krótko, po czym przystępuję do pracy ze zdwojoną energią. Porażki uczą mnie. Nigdy nie traktuje porażek jako powodu do zniechęcenia tylko jako powód do mobilizacji na przyszłość. Do porażek podchodzę tak, jak do kontroli zwierzchników. Jeśli kontrola wykaże, że coś jest nie tak, należy to poprawić, wyciągnąć wnioski. Tak samo jest z porażkami. Należy wyciągnąć wnioski i nie popełniać tych samych błędów. 

E-M: Czy czuje się Pani już spełniona, czy może ma jeszcze wiele pomysłów do zrealizowania?

D.W: Nie czuje się spełniona. Powiem, że zarządzanie, kierowanie jest czymś co bardzo lubię, lubię być osobą, która istnieje publicznie. Jeżeli czegoś nie potrafię to usuwam się, aby zdobyć konieczną wiedzę. Do życia podchodzę z pokorą. Nie jestem alfą i omegą i muszę jeszcze wiele się nauczyć. Nie ukrywam, że w głębi duszy marzy mi się fotel burmistrza. Ale ogranicza mnie ciągle to, że nie jestem pewna, czy potrafiłabym już teraz poświęcić czas kosztem rodziny.  Od wielu lat obserwuję tę funkcję i zdaję sobie sprawę z tego jak wiele czasu należy poświęcić pracy i swojej rodziny. I to mnie hamuje, bo moja rodzina nie zasługuje na to. Ale marzyć można, prawda? Ponadto cały czas czekam, aż ludzie się zmienią. Sama nie lubię się gniewać i nie lubię nienawiści i  jeżeli się nasila, ja czuję  się z tym źle . Czasami próbuje zachować kamienną twarz w takich sytuacjach, ale jest to dla mnie trudne, bo częściej spontanicznie przeciwstawiam się takim sytuacjom. Co nie zawsze kończy się dla mnie dobrze.

E-M: Jak podchodzi Pani do swoich wad i niedoskonałości? Z dystansem? Nutką autoironii? Czy denerwuje Panią to, że ktoś wytyka te niedoskonałości?

D.W: Bardzo poważnie traktuję uwagi innych. Nawet jestem taką matką. Nigdy nie obrażałam się na osoby, które zwracały mi uwagę, że moje dzieci narozrabiały. Zawsze dziękowałam za uwagi i przepraszałam i wyciągałam wnioski. Tak samo w tym przypadku. Bardzo szybko biorę sobie do serca uwagi, analizuje je dokładnie i staram się znaleźć właściwe rozwiązanie. Z pokorą podchodzę do uwag i zawsze rzetelnie staram się do nich odnieść. Nie należę do osób, które nie lubią krytyki. Lubię, bo uważam, że krytyka mi pomaga . Mam zasadę- do wrogów podchodzę z szacunkiem i dystansem, natomiast nie z nienawiścią. Nie potrafię nikogo skrzywdzić. I nawet jeżeli ktoś mnie skrzywdzi, to nie doczeka się odwetu. Myślę jedynie o tym, żeby udowodnić, że  na takie traktowanie nie zasłużyłam. Może  jest to głupie, ale nieustannie udowadniam, że na to nie zasłużyłam jak i w życiu prywatnym i służbowym. 

E-M: Mieliśmy zapytać co myśli Pani o swojej postaci z szopki, ale z wcześniejszej naszej rozmowy wyszło, że Pani nie oglądała.

D.W: Jest mi bardzo przykro, że jej nie widziałam. Widziałam poprzednią szopkę, w której również grała (moja postać) jedną z głównych ról. Absolutnie nie mam żalu ani pretensji do aktorów. W zeszłym roku za sponsorowałam nawet do kapelusza i osobiście podziękowałam. Oni mnie wiele nauczyli. Wytykanie moich niedoskonałości, na które ludzie zwrócili uwagę bardzo mi pomogło.  Szkoda, że nie widziałam tegorocznej szopki. Ale jeśli istnieje jakieś nagranie, to bardzo chętnie obejrzę. Nie mogłam uczestniczyć w spektaklu, bo w tym czasie byłam organizatorem innej imprezy. W innym wypadku na pewno uczestniczyłabym i też z pokorą podziękowałabym. Należę do kobiet kokietek, lubię błyszczeć i na to zwracają ludzie  uwagę, ale mnie to akurat odpowiada. Lubię jak mi mówią, że ładnie wyglądam, bądź, że jestem dobrze ubrana. Uwielbiam to, ale to chyba nie jest wielką tragedią?  Wiele kobiet lubi być spostrzeganą.

E-M: Co Pani myśli o określeniu, że jest mistrzynią gaf słownych?

D.W:  Szczerze… popełniam gafy, czasami niechcący, bo raczej staram się panować nad tym, co mówię, ale każdemu może się zdarzyć. Przecież nie wszyscy posługujemy się w życiu nieskazitelną gramatyką. Na innych  nie zwraca się uwagi, na mnie tak. Za gafy przepraszam. Często są one spowodowane emocjami. Poprawiam je. Nawet jak zostałam nazwana „złotoustą” ze względu na gafy mobilizuje mnie to do poprawy. 

E-M: Jak przygotowała się Pani do bycia radną?

D.W: Startowałam trzy kadencje do tyłu i przegrałam bardzo niewielką liczbą głosów. Kiedy przegrałam dało mi to do zrozumienia, że widocznie jeszcze za mało dałam się ludziom przekonać do siebie. Mimo, że słyszałam jakie są metody kampanii, nigdy nie zabiegałam w ten sposób o głosy. Spokojnie wycofałam się i przez następne cztery lata pracowałam i starałam się bardziej dać się zauważyć. Ja jestem w ogóle przeciwnikiem stawiania na partię zamiast na ludzi. Uważam, że w tak małych środowiskach jak nasze w wyborach samorządowych należy stawiać na ludzi, nie na partię. To jest tak samo jak z ojcem, który jest nie w porządku i taką samą miarą mierzy się syna. Tak nie powinno być. 

E-M: Czy będzie Pani startować w następnych wyborach?

D.W: Oczywiście. Liczę na to, że jestem potrzebna. Co najbardziej mnie do tego mobilizuje- moja praca zawodowa. Ponieważ wiem, jak ważny jest problem i mogę przenosić go i przybliżać tam, gdzie są środki, czyli do gminy. Cały czas pracuję nad swoją osobą tak, aby ludzie mnie docenili w uczciwej kampanii. Oczywiście decyzje pozostawiam wyborcom. To oni muszą ocenić. 

E-M: Jak ocenia Pani swoją pracę do tej pory?

D.W: Pracę jako radnej? Powiem tak, że ciężko jest ocenić siebie dobrze.  Nie mam wyrzutów sumienia, powinni nas oceniać ludzie. Powiem tak: jako radna w zeszłej i obecnej kadencji mam     100 % obecności na sesjach i w komisjach. Nie opuściłam żadnego posiedzenia, ponieważ uważam, że po to zostaliśmy wybrani, żeby znać sprawy. Dyskusję i debaty należy prowadzić w komisjach, a nie na sesjach, niepotrzebnie je przedłużając. Na sesję zawsze mam wypracowany pogląd na daną sprawę. To jest dla mnie ważne, żeby przede wszystkim być na każdym posiedzeniu, wszystko słyszeć, móc zadać pytanie. Nie jestem osobą, która jest radnym danego rejonu. Staram się rozumieć problemy całej gminy, bo uważam, że radnym się jest wybieranym regionalnie, ale pracującym dla całej gminy. Bardzo do tego przywiązuje wagę. Wszystkich sołtysów i przewodniczących rad znam z imienia i nazwiska, znam całą gminę i wszystkie ulice w Ząbkowicach Śląskich. To jest również dowód na to, że jestem radną, która zna mieszkańców i ich problemy. Nie podoba mi się to, jak mówimy o jakiejś ulicy bądź obiekcie, a radny nie ma pojęcia o co chodzi.

E-M: Mam takie nurtujące pytanie pochodzące od naszych czytelników. Pojawił się post pod hasłem „zasrane miasto” i nasze pytanie jest takie: czy jest szansa, że jeszcze w tej kadencji zostaną podjęte jakieś działania, które rozwiążą problem?

D.W: Rzeczywiście hasło jest prawdziwe i takie zauważalne. Po zimie każdy z nas wie, że widać wszystkie brudy. Natomiast chciałabym, żeby (przede wszystkim chodzi tu o spacery z pieskami) powstały miejsca, gdzie można by było wyjść z pieskiem, niekoniecznie na plac zabaw dzieci. Zdaję sobie sprawę, że nie ma gdzie iść na spacer, nie każdy ma swoją posesję, na której pies może przebywać, ani tyle czasu, żeby jechać czy iść z nim za miasto. Chciałabym, żeby ZGK, któremu zostały powierzone obowiązki związane z utrzymaniem czystości i dysponuje pewnymi środkami, ciągle nie spełnia swojej roli twierdząc, że ma za mało środków. Pewnie to jest problem. Natomiast uważam, że to jest zadanie, które powinno być przez nich wykonywane. W ogóle problem śmieci i psich kup to nie jest problem, który się dziś pojawił. Uważam, że przez tyle lat, zwłaszcza, że technika sprzątania poszła tak do przodu, to ludzie, którzy się tym zajmują powinni mieć wypracowane metody utrzymania czystości. Niestety musimy robić wszystko, żeby ich zmobilizować do znalezienia rozwiązania. Bo sprzątanie miasta należy do nich. Owszem, możemy pomagać i podsuwać pomysły, ale odpowiedzialność spoczywa na ZGK.

E-M: Czy nie uważa Pani, że zarówno ZGK jak i rada w tej sprawie powinna poradzić się zainteresowanych, czyli chociażby właścicieli psów, którzy jak widać po forum mają wiele pomysłów? Niektórzy z władz wypowiadają na forum opinię, że ten stan rzeczy jest spowodowany brakiem kultury mieszkańców. Ale mieszkańcy, którzy chcą przestrzegać czystości mają ograniczone możliwości, więc ich kultura jest mocno ograniczona. I mogą się czuć obrażeni. Jakie jest Pani zdanie w tej kwestii?

D.W: Ja tutaj popieram pomysł, żeby pytać mieszkańców. Pomysłów trzeba szukać u sedna, czyli tam, gdzie te problemy są. Właściciele psów są tutaj bardzo ważni i powinni się wypowiedzieć, bo to oni będą z tych przepisów korzystać i funkcjonować z daną metodą. Nie powiedziałabym, że sytuacja jest spowodowana brakiem kultury. Wszyscy mamy teraz taki styl życia, że dużo pracujemy i jeżeli ktoś wpada do domu na pięć minut i musi wyprowadzić psa, to nie pojedzie z nim do lasu. Innych możliwości nie mamy. Każdy jest za coś odpowiedzialny i powinien pracować nad rozwiązaniami. Jeżeli chodzi o czystość miasta jest za to odpowiedzialne ZGK i powinni się realizować. Ale nie wierzę w to. Kiedyś wypowiadałam się na temat segregacji śmieci. Prezesowi ZGK trzy lata zajęło dobieranie kolorów worków do segregacji śmieci i poszukiwanie odpowiednich pojemników. W dobie Internetu i w czasie, kiedy to producenci szukają odbiorców a nie odwrotnie, panu prezesowi zajęło to trzy lata. 

E-M: A czy nie uważa Pani, że w sprawie czipowania psów, które było za darmo nie było odpowiedniej informacji? Wydano olbrzymią ilość plakatów dotyczących informacji SMS, może warto było podzielić środki i wydać plakaty „zaczipój swojego psa” bądź „Sprzątnij po swoim pupilku”? Wiadomo, że plakat rzuca się w oczy.

D.W: Popieram taką akcję i to jest słuszna uwaga. Tyle się mówi i tyle nakłada kosztów na SMS, a na takie istotne sprawy nie. Jeżeli są plakaty, to one nas opamiętują. Więc są skuteczne. Ci, którzy wieszają obrazy świętych na ścianach (ja do nich należę) wiedzą, że jak zrobią coś źle, to zerkają w stronę obrazu. Tak samo jest z plakatami. Na pewno plakat z hasłem: sprzątaj po swoim psie czy niewielki bilbord byłby pomocny w utrzymaniu czystości. Tak jak mówimy o promocji, tak samo musimy mówić o czystości. Mając czyste miasto możemy się promować. Goście chętniej odwiedzą czyste miejsca. Bo wchodzenie w kupy na mieście nie należy do przyjemności. Powinno się wykorzystać każdy pomysł, zrobić burzę mózgów, która pozwoliłaby na wybranie najlepszych rozwiązań. Ludziom trzeba stworzyć warunki do przestrzegania przepisów, a warunki mają obowiązek stworzyć ci, którzy za miasto odpowiadają. Tu wszyscy powinniśmy uderzyć się w pierś, bo może za słabo przykładamy się do poszukiwania rozwiązań. Ten problem dotyczy nie tylko naszego miasta, ale miło by było, gdyby to na nas inne miasta się wzorowały. Gdyby udało nam się wypracować rozwiązania. 

E-M: Co Pani myśli o takich działaniach jak dokapitalizowanie ząbkowickich spółek? Czy wszystkie jednakowo na nie zasługują?

D.W: Tu jest trudna ocena, którą możemy jednak dokonać, ponieważ było już parę dokapitalizowań. Dokapitalizowanie jest jak pomoc, jednym się pomaga i potrafią z tego korzystać, inni marnują ją. Tu możemy powiedzieć o dobrze pracującej spółce, jaką jest DELFIN, i innej jaką jest ZGK. Wydaje mi się, że wszystko zależy od osoby zarządzającej spółką. Dokapitalizowanie nie powinno być prowadzone bez końca. Jeżeli nie ma efektów, to należy odciąć źródełko. Dokapitalizowanie spółki ZGK jest bezsensowne, bo nie widzimy żadnych efektów. Dodawanie im zadań, które powinny przynosić im pieniądze, takich jak przycinka drzew, parkometry, które zostały im powierzone. Jakoś to wszystko jest bez widocznych efektów. Nie widać tam zwiększenia płynności finansowej .Inni się utrzymują z takich zadań, a ci dostają któreś zadanie z kolei i nie wpływa to na ich rozwój. Cenię pracę Pana Prezesa, jednakże jego osiągnięcia co do rozwoju firmy ZGK  mają jeszcze wiele do życzenia. Liczę na to , że dana mu szansa będzie dobrze wykorzystana.

E-M: Dziękuję bardzo z poświęcony nam czas.

B.Klita

22

Dodaj komentarz

Dodając komentarz akceptujesz regulamin forum

KOMENTARZE powiadamiaj mnie o nowych komentarzach

  • Danuta Wojtaczka Radna V kadencji- wywiad

    2010-03-13 08:44:57

    B.Klita

    Danuta Wojtaczka od dwóch kadencji sprawuje funkcję Radnej Rady Miejskiej. Cały czas reprezentuje klub PSL. 

  • 2010-03-14 19:42:43

    gość: ~gość

    "zaczipój" ładnie napisane.... podobnie jak z fotelem burmistrza :)))))

  • 2010-03-14 19:45:38

    gość: ~gość

    cyt. "Dokapitalizowanie spółki ZGK jest bezsensowne, bo nie widzimy żadnych efektów." a jak Pani głosowała ?????

  • 2010-03-26 23:19:11

    Halina

    Mam dwa pytania do Pani radnej:
    1. Czy to prawda, że była Pani uczestniczką wyjazdu do Francji(jedną z trzech osób) który kosztował 12000zł?
    2. Czy ta budowa na drodze do Kamieńca, nie wiem co tam się buduje, odbywa się na działce, którą gmina kupiła od pani? To chyba nie jest zbyt moralne.

  • 2010-03-27 00:12:42

    gość: ~rysiek

    Halinko, przestań słuchać wywodów Radnych Barańskiego i Figzałów ponieważ oni opierają się na plotkach, które łączą z rzeczowymi informacjami - takie praktyki zupełnie szczerze można nazwać polityczną propagandą :)

  • 2010-03-27 07:28:12

    gość: ~mars

    Francja to konik Barańskiego i wymysły jego wyobraźni. "To" co się buduje Halinko na Kamienieckiej to moja droga pierwszy zakład w strefie ekonomicznej na terenach inwestora a nie p. Wojtaczki.

  • 2010-03-27 07:36:09

    gość: ~mars

    Nie masz pojęcia to nie pisz, bo krzywdzisz ludzi takim pytaniem z tezą!

  • 2010-03-27 17:53:11

    Halina

    Zadałam pytanie radnej Wojtaczce i od niej oczekuję odpowiedzi. A ty marsie nigdy nikogo nie skrzywdziłeś swoim wpisem? Wiec bądź tak dobry i sie nie wtrącaj.

  • 2010-03-27 08:04:46

    bobNINJAmarley

    No właśnie ,buduje na terenach inwestora które to inwestor kupił ,ponoć od gminy.Prosze nie mydlić oczu, a udzielić jasnej odpowiedzi. Czy w lancuszku byłych właścicieli wspomnianego gruntu nie ma przypadkiem Pani Danuty?

  • 2010-03-27 08:05:27

    bobNINJAmarley

    No właśnie ,buduje na terenach inwestora które to inwestor kupił ,ponoć od gminy.Prosze nie mydlić oczu, a udzielić jasnej odpowiedzi. Czy w lancuszku byłych właścicieli wspomnianego gruntu nie ma przypadkiem Pani Danuty?

  • 2010-03-27 08:05:38

    bobNINJAmarley

    No właśnie ,buduje na terenach inwestora które to inwestor kupił ,ponoć od gminy.Prosze nie mydlić oczu, a udzielić jasnej odpowiedzi. Czy w lancuszku byłych właścicieli wspomnianego gruntu nie ma przypadkiem Pani Danuty?

  • 2010-03-27 08:10:38

    gość: ~rysiek

    Jakby kurczed nie patrzyć to nie ma w łańcuszku właścicieli Pani Danuty. Natomiast plotki które latają po mieście w wyniku działań niektórych radnych (z Fizgałową i Baranśkim na czele) to już żywa historia naszej gminy.

  • 2010-03-27 08:15:55

    bobNINJAmarley

    Dziekuje. Odpowiedz jasna, satysfakcjonuje mnie w 100%

  • 2010-03-28 11:19:31

    gość: ~mars

    Nawet nie wiedziałem, ze Barański jest rencista od lat. Ciekawe na co?

  • 2010-04-15 13:02:18

    gość: ~mam tego dość

    No właśnie już pora żeby ktoś zainteresował się Barańskim,bo on ma wiele do ukrycia i dlatego specjalnie robi szum wokół innych raniąc ich,żeby się nim nie interesować.

  • 2010-04-15 13:04:38

    gość: ~prawda

    a może to coś o stowarzyszeniu kupców,a to o wierności,uczciwości no???????????????

  • 2010-04-15 13:06:06

    gość: ~prawda

    Osobiście pozdrawiam Radną Wojtaczka -super kobieta

  • 2010-04-19 15:06:17

    gość: ~misia

    co byśmy zrobili bez danusi??? :P super babka

  • 2010-04-19 15:08:58

    gość: ~przekliniak

    gafy słowne,za to ją kochamy,ale aż dziwne ze w jej wypowiedzi niem ma ani jednego przekliniaka....:)

  • 2010-04-19 15:11:57

    gość: ~rysiek

    Danka to akurat ta radna, która się uczy i poczyniła bardzo duży krok do przodu. Szczególnie widać to podczas dyskusji jakie zdarza się jej toczyć z inną radną Ewą Figzał, która moim skromnym zdaniem niebezpiecznie przesunęła się swoim poziomem w kierunku Ryszarda Barańskiego.

  • 2010-04-20 18:24:35

    gość: ~też radna

    Tak też uważam,napewno nie zniża się do poziomu w/w

  • 2010-04-21 09:32:55

    gość: ~nzet

    bardzo fajna kobita z tej Danuty;))))))))))))))))))))))))mialam przyjemność ją poznać osobiście.

  • 2010-04-21 18:26:32

    gość: ~gość

    ostatnio dodany post

    wygra w cuglach wybory :-))))))))))))))))))))))))))

REKLAMA


REKLAMA